KONIEC KOSZMARU

2008-01-02 17:20:57

Sylwester 2 lata temu, wracałam z kuzynką ze szpitala, gdzie została jej siedmioletnia córeczka. T postanowił metafizycznie spędzić ten dzień sam, ja jeszcze tłumaczyłam jego postępowanie omroczona głęboką barierą ślepej miłości. Zły dzień, ale cos jakby nadzieja tkwiła i we mnie i w kuzynce. Po drodze mijałyśmy billboardy z nową kampania reklamową jakiś supermarketów. Uderzały nas z nich olbrzymie napisy: KONIEC KOSZMARU. I tak obydwie postanowiłyśmy, ten dzień zakończy nasze koszmary. Pamiętam dokładnie tą podróż i moje odczucia, tak ten koszmar z głupim związkiem z niewiadomo dokąd dążącą karierą z nadwagą z brakiem sensu życia musi się przecież skończyć.. I właściwie nie jest źle, może dorosłam, może się zdystansowałam wystarczająco by świadomie umieć przeżywać szczęśliwe chwile.. Ale w tym roku, znów przypomniał mi się ten KONIEC KOSZMARU. Sylwester, miało być inaczej, fajnie i wesoło mimo że bez niego, on w końcu musiał zostac z żoną.. I byłoby tak gdyby nie ten potworny ból, i to nie metafizyczny, nie ból cierpiącego serca, tęsknoty duszy..ale zwykły a jak doskwierający pieprzony ból ZĘBA! Za oknem piekne widoki Norwegii, fiordy tuż tuż, fajni znajomi, piękne miasto ..a ja po kolejnej tabletce Ibuprofenu zwijam się z bólu. Impreza sylwestrowa spędzona w pokoju w łóżku na górze , podczas gdy w salonie na dole odbywała się dzika impreza. Wykańczające trzy dni, przebukowany bilet na samolot i wcześniejszy powrót do kraju. Wreszcie wymarzone Całodobowe Centrum Dentystyczne, jak dobrze ze takie istnieją i perspektywa leczenia kanałowego..Ale ból minął hurra, odpuszczone chyba zostały mi wszystkie grzechy, w końcu kiedys musi nastąpić KONIEC KOSZMARU!

skomentuj (4)
Strona główna